Byłam dziś na króciutkim kursie filcowania, zorganizowanym przez koleżankę z pracy. W planie były kwiaty na mokro, korale i na sucho sfilcowanie czegoś w foremce. Niestety, 2-3 godziny to za mało na porządne "skundlenie" materiału, awięc twory jeszcze dość miękkie, ale to da się dokończyć.
Atmosfera była bardzo sympatyczna. Az miło popatrzeć, że mamy kreatywne społeczeństwo. Oczywiście królowała płeć żeńska, rodzynka miałyśmy tylko jednego - 7-letniego chłopca. Dzieciaczków było troje,pięknie pracowali, ale na końcu wydał sie sekret ich sumiennyj pracy : "ciociu, a ile za to możemy zarobić?" :) Rośnie nam nowe pokolenie ;)
Chętnie pofilcowałabym intensywniej, ale obiecałam sobie, że najpierw muszę pokończyć wszystkie zaczęte szydełkowce/drutowce. Pierwsze w kolejce stoją zabawki czekające na wypełnienie i pozakańczanie. Potem kolejny sweterek dla Nadii, poprzedni niedokończony z razcji zagubionego szydełka. Miałąm też skończyć komin, ale i tak juz na niego będzie za ciepło. Za to zamarzyła mi się czapencja-kapelutek dla małej na wiosnę.
Przy maszynie leżą wykrojone pieluszki, skrojona torebka i przygotowane materiały do pokombinowania kolejnej zabawki. Ten ostatni pomysł najbardziej mi sie podoba. Tylko czasu na maszynę ostatnio nie mam. Córa coraz krócej w dzień śpi, a wieczorem juz padam.
Zdecydowanie czekam na słoneczną wiosenkę. Piękna pogoda definitywnie dodaje mi energii. I motywacji.
niedziela, 27 marca 2011
wtorek, 22 marca 2011
Wiosna, gdzie żeś Ty?
Pierwszy dzień wiosny. Teoretycznie. Bo za oknem wiatr jeszcze mroźny. Zima w tym roku uparcie trzyma, ale dzięki temu mogę powiedzieć, że się jednak wyrobiłam :)
Zaczęte w październiku, skończone w marcu. Miało być na zimę, ale będzie na zimną wiosnę.
Szydełkowe bolerko, dziergane z fioletowo-granatowej Himalayi Padisah (wełna z akrylem). Mimo, że krótkie w stanie, rękaw 3/4 ( 1/2 ? )i szeroki, to grzeje tak, jak było w zamyśle. Krój w kształcie litery T, bez osobno wrabianych rękawów, zapinany na dwa guziki, ale chyba dokupię i trzeci.
Zaczęte w październiku, skończone w marcu. Miało być na zimę, ale będzie na zimną wiosnę.
Szydełkowe bolerko, dziergane z fioletowo-granatowej Himalayi Padisah (wełna z akrylem). Mimo, że krótkie w stanie, rękaw 3/4 ( 1/2 ? )i szeroki, to grzeje tak, jak było w zamyśle. Krój w kształcie litery T, bez osobno wrabianych rękawów, zapinany na dwa guziki, ale chyba dokupię i trzeci.
Wreszcie z czystym sumieniem mogę zabrać sie za sokańczanie kolejnych rzeczy. A nazbierało sie ich trochę...
sobota, 19 marca 2011
A pogoda swoje...
Niestety, pogoda najpierw zachwyciła, więc więcej mnie w domu nie było, jak byłam, a potem wróciła zima, a właściwie jesień.
Przez silne wiatry za oknem przelatują mi gałęzie zamiast ptaszków. Zimno, mokro i baaardzo sennie. Do tego córcia próbuje mi udowodnić, że mozna miec sporo energii do zabawy juz od 6.00. Niestety, jeszcze mnie nie przekonała, ale nadal usilnie się stara.
Wynikiem tego wszystkiego jest zastój twórczy. Kawy nie piję, więc jedyną możliwością, by przetwrać długi dzień jest wspólna drzemka z córką w południe. Liczę jednak na to, że to ostatnie podrygi zimy i zapał do pracy wróci.
Choć tez nie jest tak, że nic nie robię. Dziubię sporo, ale wszystko zaczynam, robie do połowy i ... zaczynam nową rzecz. W kolejce do ukończenia czekają: bolerko (brak tylko guziczków), sweterek dla córeczki(mała posiała mi szydełko i musze dokupic odpowiedni rozmiar , bo ciut mniejszym wyszła mi spora róznica, więc i naprułam się tez trochę), sweterek dla malej kolejny(jest juz 1/3, mam nadzieję, że szybko go skończę), komin (połowa została). Do tego na wykończenie, ozdobienie i wypchanie czeka zestaw zabawek, kolejne zabawki czekają na zszycie(już wykrojone), w kolejce do maszyny tupta tez torba.
Niestety, jestem pewa, że niektóre rzeczy jeszcze długo poczekaja, bo za tydzien wybieram się na kurs filcowania, więc pewnie kolejne tygodnie poświęcę dłubaniu w czesance :)
Nie pozostaje mi nic innego, jak odejśc od komputera i zasiąść do drutów i szydełka :)
Przez silne wiatry za oknem przelatują mi gałęzie zamiast ptaszków. Zimno, mokro i baaardzo sennie. Do tego córcia próbuje mi udowodnić, że mozna miec sporo energii do zabawy juz od 6.00. Niestety, jeszcze mnie nie przekonała, ale nadal usilnie się stara.
Wynikiem tego wszystkiego jest zastój twórczy. Kawy nie piję, więc jedyną możliwością, by przetwrać długi dzień jest wspólna drzemka z córką w południe. Liczę jednak na to, że to ostatnie podrygi zimy i zapał do pracy wróci.
Choć tez nie jest tak, że nic nie robię. Dziubię sporo, ale wszystko zaczynam, robie do połowy i ... zaczynam nową rzecz. W kolejce do ukończenia czekają: bolerko (brak tylko guziczków), sweterek dla córeczki(mała posiała mi szydełko i musze dokupic odpowiedni rozmiar , bo ciut mniejszym wyszła mi spora róznica, więc i naprułam się tez trochę), sweterek dla malej kolejny(jest juz 1/3, mam nadzieję, że szybko go skończę), komin (połowa została). Do tego na wykończenie, ozdobienie i wypchanie czeka zestaw zabawek, kolejne zabawki czekają na zszycie(już wykrojone), w kolejce do maszyny tupta tez torba.
Niestety, jestem pewa, że niektóre rzeczy jeszcze długo poczekaja, bo za tydzien wybieram się na kurs filcowania, więc pewnie kolejne tygodnie poświęcę dłubaniu w czesance :)
Nie pozostaje mi nic innego, jak odejśc od komputera i zasiąść do drutów i szydełka :)
poniedziałek, 28 lutego 2011
motywacja odnaleziona :)
Podczas wyjazdu do rodzicw zaczęłam kilka rzeczy i jakoś skończyć ich nie mogłam. Zajęłam sie właściwie milionem różnych rzeczy, żadnej nie dając dojść do finału.
Jednak dzięki pogawędkom forumowym z podobnymi świruskami "hendmejdu" zabrałam się ostro do pracy.
Czas wreszcie pokończyć wszystkie zaczęte dzieła, by móc zacząć kolejne. A pomysłów mam milion na minutę.
Udało sie skończyć galotki-otulacz na pieluszki wielorazowe dla oczekiwanego przez koleżankę bąbelka, za moment skończe bolerko(miało być dla mnie, ale chyba pójdzie na prezent dla mamy na urodziny). W kolejce czekają jeszcze 2 sweterki i komin. Co prawda, licze na szybkie nadejście wiosny, ale aura za oknem mówi mi, że ciepłe rzeczy jeszcze się przydadzą.
Wracam zatem do dalszej dłubaniny :)
Jednak dzięki pogawędkom forumowym z podobnymi świruskami "hendmejdu" zabrałam się ostro do pracy.
Czas wreszcie pokończyć wszystkie zaczęte dzieła, by móc zacząć kolejne. A pomysłów mam milion na minutę.
Udało sie skończyć galotki-otulacz na pieluszki wielorazowe dla oczekiwanego przez koleżankę bąbelka, za moment skończe bolerko(miało być dla mnie, ale chyba pójdzie na prezent dla mamy na urodziny). W kolejce czekają jeszcze 2 sweterki i komin. Co prawda, licze na szybkie nadejście wiosny, ale aura za oknem mówi mi, że ciepłe rzeczy jeszcze się przydadzą.
Wracam zatem do dalszej dłubaniny :)
niedziela, 6 lutego 2011
Komplet zimowy
Słońce wyszło zza chmur, więc można było zdjęcie zrobić w pełnych kolorkach.
Chusta i kaszkiet zrobione na szydełku nr 5 z trawiastozielonej Alpiny (20% wełny i 80% akrylu) oraz ciemnofioletowej Puchatki (akryl).
Chusta i kaszkiet zrobione na szydełku nr 5 z trawiastozielonej Alpiny (20% wełny i 80% akrylu) oraz ciemnofioletowej Puchatki (akryl).
Zielona strona chusty
Strona fioletowa
sobota, 5 lutego 2011
Po feriach
I po feriach... A tak było miło, spokojnie. Tydzień wolnego spędzony u rodziców spożytkowałam dość twórczo. Nadrobiłam zaległości w bolerku dla mnie(niestety, zabrakło pół motka, więc naal niedokończone zostanie), dokończyłam komplet zimowy do płaszcza(tylko nada brak dobrego światła, by obfotografować), zaczęłam sweterek na szydełku dla córci.
I największy sukces: nauczyłam się robić na drutach :) Dumna jestem z siebie niesamowicie, bo przez kilka pierwszych prób, az sama sie z siebie śmiałam, jak mi druty z rąk leciały. Jednak koleżanka mnie podratowała i pokazała na spokojnie co robię nie tak(jednak fotki nie pokazują wszystkiego). I dlatego juz zaczęłam getry dla Córki.
Mam nadzieję, że w weekend uda mis ę coś skończyć, to się pochwalę.
I największy sukces: nauczyłam się robić na drutach :) Dumna jestem z siebie niesamowicie, bo przez kilka pierwszych prób, az sama sie z siebie śmiałam, jak mi druty z rąk leciały. Jednak koleżanka mnie podratowała i pokazała na spokojnie co robię nie tak(jednak fotki nie pokazują wszystkiego). I dlatego juz zaczęłam getry dla Córki.
Mam nadzieję, że w weekend uda mis ę coś skończyć, to się pochwalę.
wtorek, 4 stycznia 2011
Prezenty dla siostry
Mamine prezenty juz pokazane. Czas przedstawić rzeczy zrobione dla siostry.
Mydełka, takie same jak dla mamy. Śmietankowo-kokosowe, z wiórkami kokosowymi.
Szal i czapka. Kolor najbardziej oddaje ostatnie zdjęcie. Puchatka w kolorze fuksji, przerabiana na szydelku. Szal boa (na cieńszej włóczce pięknie będzie sie reprezentował na jesień i wiosnę), wzór pochodzi z blogu Kobiety: http://moteczek.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?2
Mydełka, takie same jak dla mamy. Śmietankowo-kokosowe, z wiórkami kokosowymi.
Bransoletka i kasetka na biżuterię ozdobione metodą decoupage.
Bransoletka bez spękań. Kasetka postarzana i przybrudzona bejcą postarzającą, popękana Cracle sotille, więc delikatnie. Miała wyglądać na starą i "ze strychu wygrzebaną". Chyba się udało :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)